W zeszłym tygodniu, podczas antynaukowej konferencji w Sejmie RP, padły słowa, że dzięki pochłanianiu CO2 przez oceany klimat nie ulega ociepleniu mimo emisji gazów cieplarnianych. Rozprawmy się z tym twierdzeniem.
Rzeczywiście, gdyby nie morza i oceany, odczuwalibyśmy dziś zmianę klimatu dużo dotkliwiej. Do tej pory bowiem oceany pochłonęły około 25-30% wyemitowanego przez nas dwutlenku węgla. Zmieniło to jednak ich skład chemiczny, który wraz ze wzrostem temperatury silnie wpłynął na fitoplankton, będący podstawą cyklu węglowego oceanów. W wyniku tych zmian może zmniejszyć się ich zdolność pochłaniania dwutlenku węgla.
Podgrzanie górnej warstwy oceanu sprzyja małym organizmom, zmienia więc skład gatunkowy fitoplanktonu i sprawia, że więcej dwutlenku węgla wraca do atmosfery (ze względu na oddychanie)”. W cieplejszych wodach przyspiesza metabolizm organizmów – rośnie liczba małych gatunków fitoplanktonu, a ubywa większych. Małe komórki stanowią mniejszy „balast” i wolniej opadają na dno, przez co więcej węgla pozostaje w obiegu blisko powierzchni oceanu i wraca do atmosfery, zamiast trafiać do głębin. Ten proces przybliża nas do granicy „wytrzymałości” oceanów i ich zdolności do magazynowania węgla.
Więcej o skutkach ocieplenia oceanów przeczytasz w artykule mgr inż. Anny Sierpińskiej: „Oceany będą pochłaniały coraz mniej dwutlenku węgla” dla portalu naukaoklimacie.pl
