Jednym ze „100 konkretów na pierwsze 100 dni rządów” było obniżenie VAT-u na transport publiczny. Punkt 80. tej obietnicy Donalda Tuska sprzed niemal 3 lat głosił:
„Wprowadzimy 0% VAT na transport publiczny, aby obniżyć ceny biletów dla Polaków. Ministerstwo Finansów przygotowuje przepisy wprowadzające obniżoną do 0% stawkę VAT na określone usługi transportu pasażerskiego.”
Mija dziś dokładnie 842 dni i nadal czekamy.
To nie jest tak, że obniżenie VAT-u jest bardzo skomplikowaną akcją wymagającą angażowania całego resortu finansów na 3 lata. Gdy chodziło o ceny benzyny, Donaldowi Tuskowi wystarczyły 2 dni, żeby obniżyć podatek na paliwa do minimum.
Ale jaki ma to sens? Spójrzmy na przyczynę obecnego kryzysu paliwowego: benzyny i gazu po prostu brakuje. To nie kwestia spekulacji na rynku, na które można wpłynąć obniżając ceny, to kwestia wojny w regionie, z którego płyną do nas surowce. (Polecamy tu rolkę dziennikarki Gazeta.pl, Marty Nowak).
To byłby świetny czas na spełnienie konkretu numer 80: właśnie teraz, gdy paliw brakuje, powinniśmy zachęcać ludzi do wybierania transportu zbiorowego i tworzyć rezerwy krytycznego surowca na strategiczne cele, na przykład rolnictwo i transport żywności.
To nie powinien być koniec. Inwestycja w transport zbiorowy i w elektryfikację to część budowania polskiej odporności na kryzysy takie jak ten.
Premierze, widzimy, że nie chcesz pokazać Polakom i Polkom, że mamy kryzys. Weź odpowiedzialność za to, co się dzieje i spójrz na dalszą perspektywę, niż wybory za rok. Odwagi!
